Jeśli ktoś tak jak ja, wpada w długi, bo przeinwestował swoją firmę, miał wielkie plany, które się rozjechały i wyłożyły, znaczy to, że wpadł w długi jako przedsiębiorca. Zbankrutowałam. Można powiedzieć, że nawet dwa razy. Dwa razy moja ułańska fantazja kazała mi rozwijać firmę, zamiast cieszyć się długo oczekiwaną, upragnioną stabilizacją.

Teraz, parę lat po fakcie, wiem że uległam popularnemu mitowi wzrostu. Jest to pokusa rozwoju firmy, który jest jej zupełnie niepotrzebny.

I tak małe, rodzinne firmy, koniecznie chcą budować imperia takie jak Kulczyk, jak Blikle, jak Kler. Zatrudniają więcej ludzi, produkują więcej, szukają rynków zagranicznych, otwierają nowe sklepy.

Ja popełniłam wszystkie te błędy. Miałam fajny sklep internetowy, 1- 2 krawcowe, które dorywczo szyły na potrzeby tego sklepu, powoli wychodziłam z problemów. Ale jakiś dziwny głos mówił mi, że gdybym miała sklep, miałabym większy obrót. Gdybym miała własne kolekcje ciuchów, mogłabym sprzedawać do innych sklepów. A gdyby w ogóle była to solidna marka, mogłabym towar eksportować.

Zainwestowałam najpierw w markę – logo, metki, strona internetowa. Zatrudniłam więcej krawcowych, kupiłam dla nich maszyny. Musiałam więc kupić dużo materiałów. Trzeba było zrobić sesję zdjęciową.

Przez chwilę nawet wydawało się, że to ma sens. Jakiś sklepik z Niemiec zaczął zamawiać niewielkie ilości, odezwały się sklepy z Polski. Ciuchy generalnie się podobały, jakościowo były doskonałe.

Gdy przyszedł kryzys, sklepy przestały zamawiać, lub zamawiały niewiele. Konkurencja, która miała gorszy gatunek, ale lepszą cenę, miała się całkiem dobrze, a moja szwalnia straciła zlecenia. Trzymałam fason, kupowałam materiały i głosiłam przepowiednie, że jeszcze będzie dobrze, odkujemy się.

Niestety nie było dobrze, oszukiwałam się cały rok. Rok, który pędził mnie w gigantyczne problemy finansowe. A wystarczyło tylko, żeby nie dopadła mnie ta gigantomania. Gdybym tylko została przy tym, co było. Małym, stabilnym biznesie. O którym niewiele osób wiedziało, ale wystarczająco dużo, aby zarobić na koszy i życie.

Dlaczego tak się stało? Dlaczego zbankrutowała mimo wielu lat przepracowanych w koncernie?

Przyznam Ci się: nie przeczytałam żadnej książki o biznesie. Nic. Kalkulacje, planowanie budżetów, oszczędności, przepływ gotówki, zarządzanie ludźmi- nie przeczytałam i nie nauczyłam się niczego. Uznałam, że wiedza przyjdzie z czasem.

Gdy już zbankrutowałam i dopadły mnie długi, przyszedł moment, gdy zrozumiałam, że muszę się uczyć, muszę przeczytać jak najwięcej. I uczyłam się o wychodzeniu z długów, o różnych możliwościach zarabiania pieniędzy.

Do tej pory, mimo że zarabiam w nowy, znany mi już sposób, na bieżąco aktualizuję wiedzę, rozwijam się. Nie ma miesiąca, abym nie kupiła kilku książek edukacyjnych – mimo że znajduję w nich czasem to samo, co już czytałam gdzie indziej – dla jednego nowego zdania, dla jednej refleksji, która przywoła nowy pomysł – warto tę kolejną książkę kupić.

Biorę udział w szkoleniach, głównie internetowych, ale również tych stacjonarnych.

Już nigdy nie popełnię tego błędu. Gdybym wcześniej zajęła się edukacją, zrozumiałabym że wiele fajnych, również polskich firm popełniło ten sam błąd i uległo mitowi wzrostu. Tej potrzebie nienaturalnego rozwoju firmy. Niedoceniania sytuacji, stabilizacji.

Nie zrozum mnie źle, to nie znaczy że straciłam fantazję.

W biznesie fantazja bez elementarnej wiedzy jest bardzo ryzykowna.

Jeśli więc Twoja firma zbankrutowała, serdecznie polecam Ci wyciągnąć z tego wiele wniosków, również ten, jakiej wiedzy Ci zabrakło? co Cię zgubiło? I co możesz teraz zrobić, aby wyjść z problemów i realizować nowe pomysły.

  6 powodów, dlaczego nie pozbywasz się długów...
  Co to jest upadłość konsumencka? SPRAWDŹ!
  Podsumowanie ZA ROK BEZ DŁUGÓW - życie pisze różne scenariusze.
  Odmowa - czyli życie w trakcie oddłużania! [PORADNIK]
  Czy znasz ten radykalny sposób, jak wyjść z długów?
Udostępnień 0