Jak wyjść z długów i cieszyć się życiem! ebook + Wzory pism

Długi, komornik, firma windykacyjna, wpis w BIK, KRD to ogromny problem, jeśli potrzebujesz darmowej porady, zadaj pytanie ekspertowi. W serwisie znajdziesz także wzory pism, oraz taniej kupisz ebook: Jak wyjść z długów i cieszyć się życiem – 12 kroków, autorką jest Iwona Wendel – założycielka tego bloga. Zachęcam też do komentowania wpisów! tam także możesz zadawać pytania!

Samotność w pętli zadłużenia, a zapomniany przyjaciel dłużnika…

Chcę Wam dziś opowiedzieć o mojej najlepszej przyjaciółce, która przerwała moją okropną samotność w pętli zadłużenia. Przyjaciółka ta była obok mnie non stop, a ja jej albo nie zauważałam, albo po prostu odpychałam, myśląc, że niewiele może mi pomóc.

Przyjaciółka niezrażona, wielokrotnie próbowała przerwać moją samotność w pętli zadłużenia

Jak wielu z Was wie, przez wszystkie lata moich długów, byłam samotną mamą. Nie miałam żadnego oparcia w rodzinie, a ojciec mojej córki skutecznie utrudniał i tak już niełatwą sytuację.

Właśnie wtedy, moja przyjaciółka radziła mi, abym jak najszybciej złożyła pozew o alimenty. Nie słuchałam jej, ponieważ bałam się, że gdy to zrobię, on przestanie spotykać się z dzieckiem. Tłumaczyła mi, że to nie będzie moja, ale jego wina. Przekonywała, że jeśli ma przestać przez alimenty to i tak przestanie. Ja jednak byłam tchórzem, bałam się, że utonę w wyrzutach sumienia.

Zaczęłam jej unikać, choć była jedyną osobą, która mogła mi pomóc przetrwać te lata

Byłam tak strasznie samotna, że powoli zapominałam, jak się funkcjonuje wśród ludzi, jak z nimi rozmawiać. Ja – zawsze dusza towarzystwa, zaczęłam czuć skrępowanie w rozmowach z innymi dorosłymi.

Spędzałam czas z moją córeczką,  wpadając w coraz większe wyrzuty sumienia, że jej również funduję poważną depresję. Nie chodziła do przedszkola (z powodu częstych infekcji) i praktycznie nie miała koleżanek. Była skazana na moje, bardzo niewesołe towarzystwo.

Robiłam co mogłam, aby nie widziała mojej smutnej twarzy, aby nie widziała, jak płaczę, ale wiecie, jak to jest z dziećmi, wyczują wszystko bez słów. Dlatego widziałam jak moje dziecko poważnieje, mądrzeje ponad swój wiek, bo ciągle próbuje zrozumieć sprawy, którymi dziecko w jej wieku nie powinno się zajmować.

Moje poczucie winy rosło jeszcze szybciej, niż moje długi.

To właśnie wtedy ona, próbowała mnie przekonać,  że nie powinnam czuć się winna, że robię, co w mojej mocy, aby wyjść z długów i opiekować się dzieckiem. Tłumaczyła mi, że czasem zdarza się, że jest w życiu trudniej. Powiedziała, że nie to jest najważniejsze, aby nie wpaść w kłopoty, ale to, w jaki sposób sobie z nimi poradzimy. Wiem, że mówiła, że ja radzę sobie świetnie, ale wtedy tego nie słyszałam.

Miałam wrażenie, że jeśli przyznam jej rację to przypieczętuję mój los. Że tylko gdy będę temu zaprzeczać, walczyć i mówić, że wszystko jest do dupy przeze mnie, mam szansę z tego wyjść.

Wiem, dlaczego tak postępowałam – tak mnie nauczono w domu, moja mama od zawsze wychowywała mnie za pomocą wyrzutów sumienia. Począwszy od opowiadania mi przy każdej okazji, jak bardzo cierpiała przy moim porodzie, po witanie mnie z wszystkimi atrybutami migreny (szlafrok, mokry ręcznik na głowie) za każdym razem, gdy wracałam z jakiegoś miłego spotkania.  A to tylko takie najmniej bolesne metody.

Temat rzeka, o którym mogłabym napisać kilka tomów. W każdym razie poczucie winy, wyrzuty sumienia to była moja rzeczywistość. Cokolwiek zrobiłam, w dzieciństwie, czy potem jako dorosła, gdy tylko pojawiał się problem, brałam winę na siebie i czekałam na karę.

Przyjaciółka coraz cichszym i prawie niesłyszalnym już głosem prosiła, błagała, przekonywała

Żebym odpoczęła, żebym poprosiła o pomoc. Żebym się czasem przyznała, że nie mam siły. Żebym pomyślała czasem o sobie, bez wyrzutów sumienia. I – co najdziwniejsze – żebym się poddała. Żebym się nie szarpała z tą firmą, bo obcy ludzie, moi pracownicy, to nie powód aby ładować się w coraz gorsze kłopoty, że to ja jestem ważna, a oni sobie poradzą.

Żebym zamknęła w cholerę firmę, bo każdy miesiąc pogłębia długi i moją samotność w pętli zadłużenia.

Nie słuchałam jej, bo po pierwsze, ja się nie poddaję. Po drugie to wstyd, wszyscy zobaczą jaka jestem beznadziejna, po trzecie – jak ja to powiem tym ludziom? Jak ich zwolnię? Przecież będą smutne i będą oczekiwały wyjaśnień. Przecież jestem za nie odpowiedzialna.

No i co niby potem zrobię, przecież nic mi nie wychodzi.

Mimo depresji i samotności, cały czas szukałam sposobu, jak wyjść z długów.

Zaczęłam wdrażać kroki i działania (szczegółowo opisałam je w poradniku Jak wyjść z długów) i powoli docierało do mnie, że wszystko to, co mówiła moja przyjaciółka, to prawda.

Przez tyle lat odtrącałam ją, byłam na nią zła, uważałam, że źle mi radzi. Przecież tkwiłam w środku gigantycznego gówna, a ona mi mówiła, że ja też jestem ważna! że mam być dla siebie dobra! Czyste wariactwo.

Opracowałam swój system i zrozumiałam, że to ona ma rację…

Chciałabym ponownie tu, w tym wpisie jeszcze raz jej podziękować.

Kochana Przyjaciółko, chcę abyś wiedziała, że bardzo Cię kocham i jestem Ci ogromnie wdzięczna za wiarę we mnie. Za to, że o mnie dbałaś, gdy czułam się najbardziej samotna. Za to, że nigdy mnie nie zostawiłaś i że zostałaś ze mną, mimo że nigdy Cię nie słuchałam.

Dziękuję, że przedarłaś się przez tę moją samotność w pętli zadłużenia, że nie ustąpiłaś i byłaś cały czas przy mnie.

Jestem przekonana, że każdy z Was, Drodzy Czytelnicy, chciałaby mieć takiego przyjaciela / przyjaciółkę.

Dobra wiadomość: każdy z Was takiego ma!

Choćby pochłonęła Cię czarna czeluść, zacisnęła się pętla zadłużenia.

Twoim najlepszym przyjacielem / najlepszą przyjaciółką – JESTEŚ TY!

A jeśli nie jesteś, to koniecznie musisz nim zostać.

W tych trudnych czasach, kto jak nie Ty sam zadbasz o siebie? Kto lepiej od Ciebie zatroszczy się o Ciebie? Kto pozwoli Ci na chwilę oddechu? Kto Ci powie, że masz przestać się tak krytykować?

Kto Ci powie, że masz prawo do uśmiechu, mimo że telefony od wierzycieli się urywają? Kto Ci da prawo do zabawy? Kto Ci powie: tak ciężko pracujesz, oddajesz każdy grosz, naprawdę masz prawo od czasu do czasu usiąść w kawiarni i wypić pyszną kawę.

Masz prawo zostawić wszystko, cały bałagan, długi i inne obowiązki i wyjść do kina, zrobić sobie kąpiel, lub zafundować masaż.

Tak bardzo się starasz, robisz wszystko co w Twojej mocy, ale nie zajedziesz daleko, jak nie naładujesz akumulatora.

Pamiętaj o tym zwłaszcza w tych dniach. Nie szukaj sposobów, żeby kupić jak najdroższe prezenty – a tym bardziej nie szukaj ich w chwilówkach.

Przypomnij sobie i rodzinie, o co chodzi w świętach. Nie wpadnij bezmyślnie w wir porządków, zakupów i świątecznej szarpaniny.

Pozwól sobie posiedzieć przy nastrojowej muzyce i świetle. Usiądź sama, lub z kimś bliskim. Delektuj się chwilą.

Święta to nie kolorowy blichtr, to nie tysiące coraz bardziej wymyślnych ozdób,  które oferują sklepy. Święta to nie drogie prezenty.  Kupisz je innym razem, jeśli zechcesz, nie zadręczaj się, że tym razem nie możesz.

Zadbaj  o siebie. Zostań swoim najlepszym przyjacielem, a wtedy nie straszna Ci będzie samotność w pętli zadłużenia.

Wybrane specjalnie dla Ciebie:

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (1 votes, average: 5,00 out of 5)
Loading...


3 komentarzy

  1. komi

    to prawda, długi to najgorsza sprawa w jaką możemy się czasem wplątać na własne życzenie. Owszem bywają w życiu różne chwile i bywa, że nie da się tego uniknąć ale warto mierzyć siły na zamiary, próbować i bronić się przed długami do ostatniego momentu :) a jeśli potrzebujemy pomocy to nauczyć się ją przyjmować od bliskich a nie uciekać w samotność.

  2. MD

    Czy Pani to ja? Bo mam wrażenie, że czytam moją historię. Niestety ?

NAPISZ KOMENTARZ