Zobacz jak wyjść z długów! jak oszczędzać i jak zarobić pieniądze!

Każdy dług jest zły! ZOBACZ jak wyjść z długów, jak oszczędzać i jak zarobić pieniądze na spłatę zadłużenia! Jak się pozbyć długów komorniczych. Co to jest pętla zadłużenia – jak jej uniknąć i jak wyjść z zadłużenia!

Twoja największa tragedia – długi!?

Pisałam o tym nie raz, ale wydarzenia ostatnich tygodni skłoniły mnie do powtórzenia tematu. Przyznam się szczerze, dokładnie tak samo jak Ty teraz, gdy tkwiłam po uszy w długach, często myślałam, że jest to moja tragedia życiowa. Byłam przekonana, że jestem najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie. Ponieważ nigdy nie lubiłam się nad sobą użalać (nikogo zresztą by to nie obeszło), po jakimś czasie (15 minutach – 3 godzinach) znajdowałam sposób na wygrzebanie się z tego stanu. Wystarczyło spojrzeć na moją zdrową córeczkę.

Zdrowie i szczęście mojego dziecka było zawsze najważniejszym priorytetem w moim życiu. Miałam okazję przekonać się, jak boli siedzenie przy łóżku szpitalnym, na którym leży ukochane maleństwo. Moja córeczka chodziła już wtedy do szkoły. Bardzo niefortunnie się przewróciła, skutkiem czego niemal nie straciła oka, miała pękniętą czaszkę i przez chwile groziły jej bardzo poważne operacje. Oddałabym wtedy wszystko i to każdemu.

W nocy, siedząc na marnym krzesełku, patrzyłam na moją córeczkę, której głowa to był jeden wielki krwiak, szyja w kołnierzu, bo było podejrzenie przesunięcia kręgów. Leżała i nareszcie pozwolono jej usnąć, po bolesnym szyciu rany pod okiem, po wielu godzinach jeżdżenia od lekarza do lekarza, po rezonansie który miała już późną nocą.

Zakrwawiona buzia, niewidoczne pod krwią i opuchlizną oko. Słaniała się na nóżkach i płakała, że chce spać. I kiedy już tak leżała – musicie wiedzieć, że nawet w tej chwili, zalewam się łzami na to wspomnienie – byłam w stanie poświęcić wszystko, byleby wytargować jej zdrowie. Całowałam jej rączkę, łzy leciały mi ciurkiem. Byłam z nią zupełnie sama, nie było nikogo, kto mógłby do nas podjechać, podtrzymać mnie na duchu.

Moja największa tragedia

I jeśli dziś zapytasz mnie, co było straszniejsze, lata życia z długami, z pukającymi do drzwi komornikami, lata przemieszkane w fatalnych warunkach, codziennie kilka pism od wierzycieli – czy ta jedna noc, poprzedzona jej wypadkiem, który wydarzył się na moich oczach, wypadkiem, któremu nie mogłam zapobiec bo byłam za daleko i tylko widziałam jak moje dziecko upada i wali okiem w róg metalowego stołu – odpowiem że absolutnie i bezapelacyjnie najgorszym koszmarem była ta jedna noc.

Jeśli tylko dostałabym obietnicę, że moje dziecko będzie już zawsze zdrowe, że nic jej się nie stanie, ale pod jednym warunkiem – że muszę nadal borykać się z długami – nie zastanowię się nawet sekundy.

Mogę już zawsze zastanawiać się „jak wyjść z długów„, ale nie chciałabym już ani przez moment bać się „co będzie z moją córeczką”.

Do tego postu skłoniła mnie śmierć Ani Przybylskiej. Osobiście bardzo ją przeżyłam – tak bardzo, że dopiero teraz mam odwagę o tym napisać.

Mam do Ciebie pytanie, jak sądzisz, co zrobiłaby Ania, ta piękna Ania, której można zazdrościć męża, urody, kariery – czy wybrałaby Twoje problemy, gdyby darowano jej życie? Czy nie oddałaby wszystkiego, nie zgodziła się na los dłużnika, komorników, byleby tylko nadal żyć i być matką dla swoich dzieci?

Co by powiedziała, gdyby usłyszała, że płaczesz, jaki to nieszczęśliwy / nieszczęśliwa jesteś? Powiedziałaby „dajcie mi wszystkie długi świata, ale pozwólcie mi żyć, nie odbierajcie moim dzieciom matki”. Ania, której wszyscy mogli zazdrościć wszystkiego. Ta Ania z pewnością pozazdrościłaby nam naszych, tak bardzo błahych problemów.

W ostatnim Zwierciadle jest artykuł o matkach, których dzieci umarły – z powodu choroby, czy wypadku. Piękny wywiad z Ewą Foley – terapeutką, trenerką i autorką wielu książek o pozytywnym nastawieniu do życia. Od lat podziwiam Panią Ewę. Ba, był czas że cholernie jej zazdrościłam, bo dużą część roku spędza w Australii, którą kocham, bo pływała z delfinami, bo ma takie ciekawe życie. Aż nie dowiedziałam się o wypadku,  o którym Pani Ewa opowiada w wywiadzie.

Kilka lat temu jej 27 letni syn zadzwonił z informacją, że jedzie do niej na motorze i za 20 minut będzie. Nie dojechał. Zamiast tego Ewa dostała telefon i wsiadła w samochód, aby dojechać na miejsce, gdzie według informacji „wydarzył się wypadek”. Po zatrzymaniu samochodu ruszyła w kierunku, gdzie widziała leżące na jezdni ciało przykryte ciemną plandeką.

Choć wszystko w środku wyło i nie zgadzało się na tę prawdę, wiedziała że tam, na drodze, pod tym workiem, leży jej martwe dziecko. Jej piękny, mądry i kochany syn, który miał wszystko przed sobą. Podniosła plandekę i spojrzała w jego otwarte, martwe oczy. Było ciało, ale Maćka tam już nie było. Klęcząc na jezdni, tuliła jego stopy.

Dziś wstaje z łóżka, bo obiecała to w cichej rozmowie z duszą Maćka. Nadal jeździ do wspaniałych krajów, spotyka niesamowitych ludzi, nie narzeka na brak pieniędzy. Ale codziennie musi szukać sensu życia, szukać go w przekonaniu, że syn by tego od niej oczekiwał. Bo ona sama od razu chciała do niego iść.

Nie wiem, czy ja znalazłabym w sobie tę siłę i jeśli istnieje Bóg, mam nadzieję, że nigdy w życiu nie każe mi się o tym przekonać.

Rozumiesz już, co chcę napisać?

Skomlesz, bo masz długi? Piszesz do mnie w mailu, że popełnisz samobójstwo, bo już nie widzisz sensu życia?

Zastanów się nad swoją głupotą, nad niewdzięcznością, żebyś kiedyś nie został skonfrontowany z prawdziwą tragedią.

Banalnie brzmi powiedzenie „zawsze jest coś, za co można być wdzięcznym”. Ale w obliczu choroby czy śmierci dziecka, ten banał zyskuje zupełnie inne znaczenie i powiem Ci, wsadź sobie te swoje żale w buty. Jeśli Twoje dziecko, całe i zdrowe siedzi obok Ciebie, śpi w drugim pokoju, śmieje się z koleżeństwem lub nawet siedzi przed telewizorem – możesz się uważać za szczęściarza.

Pamiętaj o tym, gdy kiedyś znowu przyjdzie Ci do głowy, aby powiedzieć, lub pisać mi w mailu „nie mam po co żyć”.

  Kto tu rządzi?! czyli jak wyjść z długów i pozbyć się komornika!
  Uzależnienie od kredytów - 10 objawów choroby kredytowej
  Dlaczego tak szybko się poddajemy?
  Jak wyjść z długów, czyli 7 etapów wychodzenia z długów - część 1.
  Napiwki - czy dłużnicy powinni je dawać?
Udostępnień 0

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (3 votes, average: 4,67 out of 5)
Loading...

16 Comments

  1. ja

    Ja nie mam dzieci…

    • Zaklinaczka długów

      oj oj! ale masz bliskich, których życie i zdrowie jest najważniejsze, a i sama również możesz być wdzięczna za to, że nie zżera Cię rak. Gdybyś jutro dostała taki wyrok od lekarza, że został Ci rok – nadal będziesz miała w dupie życie i będziesz się martwić, czy zaczniesz się cieszyć każdym dniem? Pomyśl o najbliższej Ci osobie i wyobraź sobie, że ją tracisz, albo musisz patrzeć na jej cierpienie. Kasa to tylko kasa, boisz się czegoś, co może nigdy nie nastąpić, a nawet jeśli nastąpi – to nie jest tragedia, to zmiana warunków życiowych, czepiamy się tego stylu życia, do którego się przyzwyczailiśmy, a który tak naprawdę nigdy nie był nasz, bo był na kredyt. Trzeba przez to przejść i zabrać się za budowę na gruzach. Cholera przecież nawet Warszawę po wojnie odbudowano.

      • ja

        hahahah oj!oj! to dobre :) zadziałało :)
        Dziś jestem uśmiechnięta pomimo, że tonę w długach.
        Przez te półtora miesiąca od ostatniej mojej bytności tutaj co nieco się zmieniło na lepsze. Zaczęły się układy z wierzycielami, część nie chce już rozmawiać. Lada moment licytacja naszego domu. Trudno. Potem nie zostanie już nam kompletnie nic więc będzie łatwiej negocjować (dłużnik goły, wbrew pozorom, może narzucać swoje warunki). Większość wierzycieli woli odzyskać swoje powolutku niż obudzić się z ręką w nocniku.
        Trochę odpoczęłam, oboje zajęliśmy się konkretami i brniemy dalej w to dziwne życie. Czemu dziwne? Nadal nie mogę pojąć jak w tak krótkim czasie można wszystko stracić. Obrót o 180 stopni był szokująco bolesny ale… cóż, bywa…

  2. czytelniczka

    Witam serdecznie.Pani Iwonko dziękuję bardzo za te wszystkie artykuły, które pochłonęłam jednym tchem. Myślę, że jeśli ktoś bardzo chce zmienić swoją sytuację finansową i serio myśli o pozbyciu się długów znajdzie tu wiele cennych rad. Trzeba tylko zacząć je wdrażać w życie.
    Ja swoją wojnę z długami rozpoczęłam 7 lat temu po tym jak zostałam sama z 2 małych dzieci bo mąż wyjechał za granicę aby trochę zarobić, byśmy wreszcie wyszli na prostą. W efekcie nasze małżeństwo się rozpadło a ja zostałam sama z marną pensją i stertą długów.Po przepłakaniu kilku nocy postanowiłam rozpocząć walkę- myślę, że największą stoczyłam z samą sobą, swoimi słabościami, niskim poczuciem własnej wartości i własnymi przyzwyczajeniami. Poszłam do banku aby zrobić konsolidację wszystkich moich zobowiązań. Pozwoliło mi to uzyskać jedną ratę, która mimo wszystko była dla mnie bardzo wysoka.Ciągle borykałam się z różnymi problemami, wiecznie zalegałam z zapłatą komornego bo często stawałam przed dylematem albo czynsz albo jedzenie dla dzieci. Wiadomo chyba co wybierałam.Często nie mieliśmy co jeść, w lodówce jedynie olej i ocet. Bałam się o wszystkim powiedzieć najbliższym więc robiłam dobrą minę do złej gry.Stałam się mistrzynią wymyślania czegoś z niczego aby przetrwać następny dzień.Prawdziwy przełom nastąpił jednak około 3 lata temu po obejrzeniu programu „Pogromcy długów”. Zaczęłam wdrażać w życie rady dawane osobom zadłużonym.Zaczęłam prowadzić zeszyt z wszystkimi wydatkami, nawet takimi na 1 zł. Zeszyt prowadzę do chwili obecnej.Pokazał mi on ile pieniędzy wydaję na rzeczy bez których naprawdę można się obyć i na czym można zaoszczędzić. Postawiłam sobie żelazną zasadę, że najpierw robię opłaty, później reszta.Postawiłam na minimalizm.Uporządkowałam wszystkie dokumenty, otworzyłam wszystkie listy polecone, które wcześniej bałam się otwierać, posegregowałam, obliczyłam ile zobowiązań mi jeszcze zostało. Trzymałam się również zasady, ze nie biorę już żadnego kredytu. Nie było to trudne, bo żaden bank nie chciał mi go udzielić. Ale już teraz wiem, że nawet gdyby dał nie wezmę go.W obecnej chwili kończę spłacać swoje długi, za 10 miesięcy będę całkowicie wolnym człowiekiem.Kosztowało mnie to wiele nerwów, walki z samą sobą ale i nauczyło, że trzeba się kochać i wynagradzać sobie trudne chwile ale może w inny sposób niż kupienie kolejnej bluzki, której tak naprawdę wcale nie potrzebuję. Nie jeżdżę jeszcze na wakacje bo mnie na nie nie stać, wyjeżdżają tylko dzieci. Zanim coś kupię długo się zastanawiam, czy naprawdę jest mi to potrzebne. Wreszcie uporządkowałam swoje życie, kontroluję w pełni swoje wydatki, robię regularnie opłaty,nic nie zawalam.Nie widzę nad sobą jeszcze pięknego upalnego słońca ale już takie wiosenne promyki z pewnością tak. Wiem na swoim przykładzie, że wyjście z długów jest możliwe, nawet z tych bardzo dużych ale wymaga od nas żelaznej dyscypliny i przede wszystkim ogromnej chęci zmiany swoich przyzwyczajeń a co za tym idzie samego siebie. Wiem jednak, że warto:))Życzę wszystkim, którzy rozpoczęli własną walkę z długami wytrwałości, wiary i konsekwencji.Da się to zrobić:))

    • Zaklinaczka długów

      Piękny i bardzo pozytywny wpis – bardzo za niego dziękuję.

      Większość osób, które trafiają na tę stronę – jest już niestety w momencie, kiedy konsolidacja kredytów nie jest możliwa. Sytuacja jest tak „zabagniona”, że nie da się tego zrobić. Ale liczenie pieniędzy i zmiana siebie – to są dwie rzeczy, bez których nie ruszy się z miejsca. Wielu osobom wydaje się to za proste, głupie i niepotrzebne. Myślą sobie – wiem ile mam pieniędzy i wiem na co wydaje, daj mi prawdziwą radę. A jednak w tym prostym nawyku tkwi siła, której nie da się porównać z niczym innym. Na początku dostajemy prawdziwą i dokładną wiedzę o naszych finansach, wydatkach, później dzięki liczeniu pieniędzy przychodzi siła, jaką daje poczucie kontroli, codzienne myślenie o wydatkach. Póki nie spisujemy wydatków, nie myślimy o nich w momencie zakupów. Magia, naprawdę spisywanie pieniędzy to magia.
      Druga kwestia o której Pani wspomniała, o której wielokrotnie wspominałam – i która również jest ignorowana przez dłużników, którzy myślą że mydlę im oczy, jest fakt, że musimy stać się inną osobą, niż ta, która wpadła w długi. To jak marzenie kobiety o wspaniałym mężczyźnie. Marzysz o facecie z bajki? takim który będzie inteligentny, dowcipny, zadbany? – to najpierw zastanów się, jaką kobietą zainteresuje się taki facet? czy taką która leży na kanapie z chipsami w ręku i marzy o lepszej przyszłości? o tym, że jak tylko będzie miała takiego faceta to jej życie będzie lepsze? nie. Najpierw stań się taką kobietą, jaką Twój wymarzony facet mógłby się zainteresować. To samo jest z pieniędzmi. Chcesz je mieć, chcesz bogactwa? to zachowuj się jak człowiek sukcesu, człowiek bogaty – a bogaci – gwarantuję Wam to – dokładnie liczą swoje pieniądze i dlatego je mają. Pozdrawiam serdecznie

      • czytelniczka

        Bardzo dziękuję za miłą odpowiedź.
        Jeszcze jedna sprawa , która przychodzi mi na myśl jak wracam do tych ciężkich chwil to ta, że praktycznie codziennie wmawiałam sobie uparcie, że będzie dobrze. Że, musi być dobrze, że po każdej burzy zawsze kiedyś wychodzi słońce.Jak byłam już na skraju załamania nerwowego to tłumaczyłam sobie, że przecież ja i dzieci jesteśmy zdrowi. Póki co dzisiaj mamy dach nad głową, było z czego ugotować obiad, mam pracę- to były te rzeczy za które codziennie dziękowałam Bogu,i prosiłam aby dał mi siłę na następny dzień. Nie było ważne, że z banku się do mnie dobijają, że dostałam kolejny polecony z windykacji.Bardzo dużą siłę dały mi wiadomości zawarte w cudownej książce Daila Carnegiego pt: „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”. Polecam ją wszystkim, którzy lubią się zamartwiać. Gwarantuję, że po tej lekturze zupełnie inaczej spojrzycie na swoje zmartwienia. Dzięki tej książce, którą często otwierałam i czytałam podkreślone fragmenty przetrwałam najcięższe chwile. A najcięższe były nie te , które dotykały mnie tylko moich dzieci. Bo one w niczym nie zawiniły a musiały przez to wszystko przechodzić razem ze mną. Do dziś im powtarzam, aby nigdy nie dały się skusić na karty kredytowe, linie debetowe, chwilówki- tak łatwo przez to właśnie wpaść w kłopoty.
        Moim marzeniem na chwilę obecną jest aby móc zacząć wreszcie odkładać pieniądze. Nie pożyczać a odkładać. Wtedy los też sprzyja i to co się planuje da się zrealizować.Czego i wszystkim również życzę. Pozdrawiam.

        • Zaklinaczka długów

          Tak, to jest jedna z książek, od których ja również zaczęłam przygodę z rozwojem osobistym. Rozwój to coś, co naprawdę każdemu polecam, jeśli pracujemy nad sobą, uczymy się od innych – dużo trudniej nas wtedy załamać. Nawyk czytania poradników został mi po dziś dzień, szukam w książkach odpowiedzi, to książki pozwoliły mi wyjść z długów, sama również taki poradnik napisałam.
          Ostatnio podczas jednego z amerykańskich szkoleń internetowych, które dotyczyły funkcjonowania mózgu, widziałam film, na którym wyraźnie widać, co dzieje się z komórkami mózgowymi w trakcie zamartwiania, negatywnego myślenia. One po prostu znikają, pękają jak purchawki. Ten widok mnie prześladuje ;-) i chyba już nigdy nie pozwolę sobie na marudzenie.
          Gratuluję Pani, wierzę że poradzi sobie Pani w każdej sytuacji, dlatego że szuka Pani prawdziwych rozwiązań, a nie „przyklepania” problemu. Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych sukcesów.

  3. megin120

    A można zamówić te 2 książki razem w jednym przelewie

  4. megin120

    Po części rozumiem postawe M sama walcze z długami i zostałam z nimi sama ale walcze i szukam wskazówek jak

    • czasem w pojedynkę jest lepiej niż z kimś, kto nie wspiera lub daje wyraz swojej pogardzie. Wtedy samotność jest jeszcze bardziej dotkliwa. Ważne, aby się nie poddać.

      • katarzyna

        Pani Iwono jestem pod wrażeniem obu książek.Tak jak pisałam do Pani w e-mail jestem w połowie drogi do wyjścia z zadłużenia.
        Podjęłam już wcześniej różne kroki żeby spłacić wszystko.Jednak muszę powiedzieć że czytając Pani książkę odkryłam szereg różnych sposobów, podpowiedzi o których pewnie podświadomie wiedziałam ale nie dostrzegałam i oczywiście nie wprowadziłam w życie.
        Bardzo dziękuję za cenne porady.Na pewno minie trochę czasu zanim jeszcze raz wprowadzę zmiany w moim życiu.Oczywiście jak każdy jestem przyzwyczajona do moich starych przyzwyczajeń,niektóre trzeba zmienić a na pewno będzie lepiej. Są jeszcze w moim życiu momenty kiedy poddaje się ale za chwilę dalej walczę.Dzięki takim książkom i osobom jak Pani łatwiej jest znów stanąć do walki o lepsze jutro i oczywiście wolność tą finansową.Bardzo pozytywnie nastawiły mnie do dalszej pracy nad soba obie Pani książki.Dziekuję

        • Pani Katarzyno bardzo się cieszę, że poradniki się przydają. Jest Pani na dobrej drodze. Jeśli będzie Pani potrzebowała jakiejś podpowiedzi – proszę pisać. Pozdrawiam i trzymam kciuki.

  5. katarzyna

    Dziękuję pani Iwonko na pewno jeszcze się odezwę jak zaprowadzę kilka zmian w moim zyciu.
    Pozdrawiam

Leave a Reply